środa, 13 lipca 2011

Monika Brodka - Granda

W ostatnim czasie bardzo głośno o tej płycie. Już od samego początku byłem nią mocno zainteresowany. Monika Brodka po długim milczeniu i kilku płytach ze średnim popem wraca z repertuarem godnym zwyciężczyni Idola i artystki wysokiej klasy.

Ciekawe i porywające kompozycje sprawiają, że płyta podoba mi się od początku do końca. Zabawa głosem i flirt z instrumentami i językiem ludowym wkomponowane w nowoczesne brzmienia to ciekawe dodatki , bez których nie byłoby tego klimatu. Na płycie Monika śpiewa dużo wyżej niż na poprzednich płytach.

Pierwsza piosnka "Szysza" zaczyna się niecodzienną wokalizą, która od razu wprowadza lekki nastrój hippie, różowe okulary i kolorowe wstążki. Lekki utwór znakomicie otwierający przygodę z Grandą. W niepoważnym świecie i zwariowanych ludzkich drogach piosenka odnajduje się znakomicie.

Kolejny żywiołowy akcent to "Granda" i jej muzyka oparta na kontraście między gitarowym i głośnym refrenem, a elektronicznym i stanowczo kontrapunktowym klimatem zwrotki. Tekst o natręcie... ale podmiot piosenki taki wcale nie pierwszy lepszy. :) melodyjne wydarcia dopełniają tego wrażenia

"Krzyżówka dnia" to znów elektroniczna kompozycja z niebanalnym tekstem i niesamowicie wysoko zaśpiewanym refrenem. Opowiada dla mnie o odkrywaniu tej drugiej osoby... trudnej osoby. O rozgryzaniu jej.

Ociekająca namiętnością piosenka "Saute" to pierwsze spowolnienie na płycie. Ciekawe porównania sprawiają, że erotyzm nie jest jednak natrętny.

Kolejny utwór to instrumentalny "Hejnał" przywodzi mi na myśl wejściówkę jakiegoś programu informacyjnego w stylu "Wiadomości", po którym następuje dynamiczna i wesoła piosenka "W pięciu smakach" czuć w niej szybki rytm miasta i przestrzeń nieba, a to za sprawą znów wysokich chórków w przejściówce. Piosenka dość banalna przywodzi mi na myśl właśnie szybki dzień w Warszawie, który nie wiadomo czemu ma swój niepowtarzalny urok.

"Bez tytułu" to raczej kombinowanie z rytmami i słowami pełnymi abstrakcji dotyczącej własnego mózgu. Wszystko ubrane w elektronikę przywodzącą na myśl pracę maszyny...nie wiem czemu, ale kojarzy mi się to z kserokopiarką i komputerem. Oo.

Jedną z moich ulubionych piosenek jest utwór "K.O." o zmaganiu się z sobą, wewnętrzną walką, ale i też walką ze światem i nieprzychylnością. Wokalnie piosenka dość ciężka, znów zaśpiewana bardzo wysoko. Całość utrzymana w rytmie zouk i wypełniona gitarą. Me gusta :)

Dość intymnym wyznaniem jest utwór "Syberia". O codzienności dwóch osób, o czasie gdy zamiast gorącej namiętności jest zimno i nieprzyjemnie... Zakończenie może zbyt drastyczne.. ale dopełnia klimatu.

"Kropki kreski" to kompozycja tchnąca nowoczesnością, z powodzeniem można powiedzieć że na miarę zachodnią. Bardzo lubię bo sprawia, że nie tracę wiary w polską muzykę. I na koniec francuskie "Excipit" które jest świetną wisienką na czubku tego tortu. Niebotycznie wysoka końcowa wokaliza zostawia mnie zawsze kilkaset metrów nad ziemią.

Każdy tę płytę musi przesłuchać. Obowiązkowo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz