
To była pierwsza płyta, która wywołała we mnie tyle emocji i tyle skrajnych uczuć. To na tej płycie znajduje się utwór, który do dziś jest moim swoistym mottem życiowym. Niesamowity głos i muzyka, w której każda nuta jest jak neuroprzekaźnik. "Upojenie" to wspólny projekt Anny Marii Jopek i sławnego na całym świecie gitarzysty jazzowego Pata Metheny'ego. Na płycie znajdziemy starsze kompozycje instrumentalne, do których zaśpiewała AMJ, jak i całkiem nowe utwory, w których Pat zagrał gościnnie.
Na samym początku "Cichy zapada zmrok". Wielu z nas zna tę piosenkę z harcerskich ognisk, lub wieczorów oazowych... Ja pierwszy raz usłyszałem ją właśnie tu i na zawsze ta wersja będzie dla mnie ukochaną. Wstęp brzmi orientalnie-japońsko by po kilku dźwiękach doszły pasaże, które brzmią już bardziej swojsko. Jednakże klimat zwiewnej kultury wschodu utrzymuje się przez cały utwór dając wrażenie niesamowitej delikatności. Jaka szkoda, że Ania wykorzystała tylko jedną zwrotkę, lecz wykorzystując właśnie tę, wlała w nią dla mnie zarówno tęsknotę za Bogiem, za szczęściem, za przyjacielem, za miłością, za osobą, która odeszła.... tak wiele emocji w głosie... a gitara pomaga, jest tłem, ale i konstrukcją. Utwór zagrany ad libitum z szerokimi pauzami i zwolnieniami zarówno uspokaja, jak i pobudza... to nieśpieszny, lecz mimo to rozbudzający apetyt wstęp do całej płyty.
"Przypływ, odpływ, oddech czasu". Ta piosenka zaśpiewana niemal szeptem przez AMJ wypełniona jest przestrzenią, która zapełnia się w miarę jak się rozwija. Opiera się ona na dwóch strofach zaśpiewanych trzy razy. Za każdym razem dochodzi kolejny element aranżacji, co przywodzi na myśl ludzkie życie wypełniające się wieloma tematami i kończące się tak nagle... Jednocześnie muzycy nie gubią rytmu przywodzącego na myśl miarowy szum morza i drzew. Ten rytm nadaje piosence uspokajający i wyciszający charakter.
Kolejna piosenka to utwór, dzięki któremu w ogóle dowiedziałem się o istnieniu Anny Marii Jopek miałem w tedy jakieś 12 lat, a więc kończyłem podstawówkę. I nagle usłyszałem "Tam gdzie nie sięga wzrok". Piosenka wywarła na mnie niezacieralny ślad i stała się życiowym drogowskazem i pocieszeniem w niepowodzeniu. Wspaniała kompozycja Pata pod tytułem "Follow me" posłużyła jako budulec a Ania dodała wokal i chórki do tekstu. Efektem jest najbardziej dynamiczna piosenka na płycie, która od samego początku wyrywa nas z lekkiego rozmarzenia po poprzednim utworze. Piosenka, która twardo stawia na nogi i teledysk opierający się na motywie biegu, w którym Ania gra mały epizodzik z kawą... Całość wyszła zniewalająco niesamowicie. Na sam koniec chórek towarzyszący głównemu tematowi [którego nie ma w oryginalnym "Follow me"] oparty na pięciu nutach, które mimo mocno zróżnicowanej harmonii ciągle brzmią tak samo... tak jakby w różnorakiej harmonii życia wytyczały tę jedną drogę, jednocześnie znakomicie wpasowując się w nią...
"Biel" to kołysanka na zimowy wieczór, którą dwoje zakochanych nuci patrząc na padający spokojnie pierwszy śnieg, grzejąc się w przytulnym saloniku oświetlanym jedynie przez dopalający się kominek. Spokój i piękno tego obrazka emanuje w każdej nucie i każdym słowie napisanym przez Marcina Kydryńskiego - męża Ani. Rodzą się myśli o rzeczach wyższych i ważniejszych niż my sami. Piękny i spokojny utwór.
AMJ lubi bawić się z elementami ludowymi. Nie raz na jej płytach słychać aranżacje z rep. Mazowsza, lecz w utworze "Czarne słowa" mamy do czynienia z prywatnym eksperymentem artystki. Muzyka wcale do folkloru nie należy, ta ludowość bardziej uwidacznia się w tekście... dziewczyna kocha chłopca, który jej nie kocha, ona cierpi i płacze... rzewny w sumie temat oprawiony jednak w zgrabne słowa i muzykę tchnącą lasem, zimą, domem, modlitwą. Główny temat zwrotki jest przeplatany różnymi wokalizami, przez co temperament utworu ciągle się zmienia... jak zakochana kobieta. :)
"A letter from hope" to fortepianowe solo Leszka Możdżera, którego nie trzeba przedstawiać [jak ktoś nie zna to shame! i niech szybko to nadrobi] emocjonalne i pełne niuansów wykonawczych. Polecam na radosne uspokojenie... bo to przecież radosny utwór. Wcale nie musi być szybki.
"Are you going with me" pytają się twórcy w kolejnym utworze. Jest to zabawa dźwiękiem i głosem. Miałem pewne trudności z tym utworem na początku. Doceniłem go po kilku przesłuchaniach, w których dosłuchałem się wielu niuansów interpretacyjnych... ale i tak jest to utwór bardziej dla koneserów.
Kolejna piosenka to jakby zatrzymanie się nad wspomnieniami, nad sobą, nad zmianami, nad tym, co by było gdybym spotkał siebie, gdy byłem młody i dał parę rad na przyszłość... Ponadto w "Zupełnie inna ja" atmosfery, która jednak wyraża pogodzenie się z tym jak jest, i lekkiego uśmiechu do własnych myśli dodaje duet gitary i saksofonu.
Przewrotna muzycznie i tekstowo "Mania mienia" to bossa-nova z mylącym rytmicznie wstępem. Lekka ironia przejawiająca się w tekście i głosie Ani podkreśla problem poruszany w piosence. Gitarowe wstawki Pata umilają utwór, który w sumie gorzko piętnuje ludzki zachowanie. Harmonia w zwrotkach, jak ją nazywam "nostalgiczna" oparta na triadzie molowej i złamanych stopniach durowych dopełnia jeszcze wrażenia lekkiej złości i wytknięcia...
I znów następuje zwolnienie akcji... Rozmyślania nad życiem, zatrzymanie się nad chwilą, nad upływającym czasem, nad nieśpiesznym życiem, na wpuszczeniem Jego, który przewija się między wersami, chodź nigdy nie rzuca się w pierwszy plan. "By on był tu" to bardzo sielankowa piosenka, o odpoczynku, o zachwycie i przystanięciu.
"Upojenie" targane jest wszystkimi namiętnościami między dwojgiem ludzi. Wiersz Stanisława Grochowiaka - barokowy w formie erotyk, z plastycznymi metaforami Ania i Pat ubrali w przepiękny głos i muzykę przywodzącą na myśl zadymioną kawiarnie i to, co po niej następuję... [chyba wiemy, o co chodzi]... Tekst w sumie kończy się dość ponuro... ale nad całym utworem rozciąga się mgła miłosnego właśnie upojenia... pożądania, które podkreśla miękkie brzmienie gitary i saksofonu splatającego się razem w cudnym dialogu.
"Kołysanka dla Stasia" - przecudnie pozytywny utwór, który jeśli kiedyś będę miał dzieci, będę im śpiewać do kołyski. Znakomita muzyka dodaje elementu dzieciństwa, ale też poszukiwania i odkrywania, rozwoju [szczególnie ta zmiana tonacji]. Lubię wracać często do tego utworu - jest niezwyczajnie radosny i powiedziałbym "uśmiechnięty"
Ostatnim utworem wokalnym na płycie jest "Me jedyne niebo". Jest to utwór smutny, przepełniony pożegnaniem, które próbuje być trochę optymistyczne... ale jednak i tak jest bardzo smutne. Wyobrazić sobie można dwoje ludzi i jedno wyjeżdża daleko na długo. Można odnaleźć w solu Pata żałość i uczycie targające nimi... I końcowa fraza śpiewana rozdzierająco i smutno przez AMJ... a jednak utwór kończy się durowo... optymistycznie.
Deserem na płycie jest utwór "Polskie drogi" w wykonaniu Pata Metheny'ego... Majstersztyk. Nic więcej nie umiem napisać.
Polecam każdemu tę płytę może na ciepły wieczór letni... [akurat gdy piszę pada deszcz... na taką pogodę raczej nie] gdy słońce będzie się miało ku zachodowi... lub na listopadowy wietrzny dzień... lub na spokojną długą grudniową noc. Samemu lub z bliskim przy lampce dobrego wina... może kominku... może przy świecach, ale zawsze w ciszy i skupieniu, bo to taka płyta, która jednak zmusza do koncentracji nad każdym dźwiękiem i słowem. Ale nie zniechęcajcie się. Naprawdę warto.
Na samym początku "Cichy zapada zmrok". Wielu z nas zna tę piosenkę z harcerskich ognisk, lub wieczorów oazowych... Ja pierwszy raz usłyszałem ją właśnie tu i na zawsze ta wersja będzie dla mnie ukochaną. Wstęp brzmi orientalnie-japońsko by po kilku dźwiękach doszły pasaże, które brzmią już bardziej swojsko. Jednakże klimat zwiewnej kultury wschodu utrzymuje się przez cały utwór dając wrażenie niesamowitej delikatności. Jaka szkoda, że Ania wykorzystała tylko jedną zwrotkę, lecz wykorzystując właśnie tę, wlała w nią dla mnie zarówno tęsknotę za Bogiem, za szczęściem, za przyjacielem, za miłością, za osobą, która odeszła.... tak wiele emocji w głosie... a gitara pomaga, jest tłem, ale i konstrukcją. Utwór zagrany ad libitum z szerokimi pauzami i zwolnieniami zarówno uspokaja, jak i pobudza... to nieśpieszny, lecz mimo to rozbudzający apetyt wstęp do całej płyty.
"Przypływ, odpływ, oddech czasu". Ta piosenka zaśpiewana niemal szeptem przez AMJ wypełniona jest przestrzenią, która zapełnia się w miarę jak się rozwija. Opiera się ona na dwóch strofach zaśpiewanych trzy razy. Za każdym razem dochodzi kolejny element aranżacji, co przywodzi na myśl ludzkie życie wypełniające się wieloma tematami i kończące się tak nagle... Jednocześnie muzycy nie gubią rytmu przywodzącego na myśl miarowy szum morza i drzew. Ten rytm nadaje piosence uspokajający i wyciszający charakter.
Kolejna piosenka to utwór, dzięki któremu w ogóle dowiedziałem się o istnieniu Anny Marii Jopek miałem w tedy jakieś 12 lat, a więc kończyłem podstawówkę. I nagle usłyszałem "Tam gdzie nie sięga wzrok". Piosenka wywarła na mnie niezacieralny ślad i stała się życiowym drogowskazem i pocieszeniem w niepowodzeniu. Wspaniała kompozycja Pata pod tytułem "Follow me" posłużyła jako budulec a Ania dodała wokal i chórki do tekstu. Efektem jest najbardziej dynamiczna piosenka na płycie, która od samego początku wyrywa nas z lekkiego rozmarzenia po poprzednim utworze. Piosenka, która twardo stawia na nogi i teledysk opierający się na motywie biegu, w którym Ania gra mały epizodzik z kawą... Całość wyszła zniewalająco niesamowicie. Na sam koniec chórek towarzyszący głównemu tematowi [którego nie ma w oryginalnym "Follow me"] oparty na pięciu nutach, które mimo mocno zróżnicowanej harmonii ciągle brzmią tak samo... tak jakby w różnorakiej harmonii życia wytyczały tę jedną drogę, jednocześnie znakomicie wpasowując się w nią...
"Biel" to kołysanka na zimowy wieczór, którą dwoje zakochanych nuci patrząc na padający spokojnie pierwszy śnieg, grzejąc się w przytulnym saloniku oświetlanym jedynie przez dopalający się kominek. Spokój i piękno tego obrazka emanuje w każdej nucie i każdym słowie napisanym przez Marcina Kydryńskiego - męża Ani. Rodzą się myśli o rzeczach wyższych i ważniejszych niż my sami. Piękny i spokojny utwór.
AMJ lubi bawić się z elementami ludowymi. Nie raz na jej płytach słychać aranżacje z rep. Mazowsza, lecz w utworze "Czarne słowa" mamy do czynienia z prywatnym eksperymentem artystki. Muzyka wcale do folkloru nie należy, ta ludowość bardziej uwidacznia się w tekście... dziewczyna kocha chłopca, który jej nie kocha, ona cierpi i płacze... rzewny w sumie temat oprawiony jednak w zgrabne słowa i muzykę tchnącą lasem, zimą, domem, modlitwą. Główny temat zwrotki jest przeplatany różnymi wokalizami, przez co temperament utworu ciągle się zmienia... jak zakochana kobieta. :)
"A letter from hope" to fortepianowe solo Leszka Możdżera, którego nie trzeba przedstawiać [jak ktoś nie zna to shame! i niech szybko to nadrobi] emocjonalne i pełne niuansów wykonawczych. Polecam na radosne uspokojenie... bo to przecież radosny utwór. Wcale nie musi być szybki.
"Are you going with me" pytają się twórcy w kolejnym utworze. Jest to zabawa dźwiękiem i głosem. Miałem pewne trudności z tym utworem na początku. Doceniłem go po kilku przesłuchaniach, w których dosłuchałem się wielu niuansów interpretacyjnych... ale i tak jest to utwór bardziej dla koneserów.
Kolejna piosenka to jakby zatrzymanie się nad wspomnieniami, nad sobą, nad zmianami, nad tym, co by było gdybym spotkał siebie, gdy byłem młody i dał parę rad na przyszłość... Ponadto w "Zupełnie inna ja" atmosfery, która jednak wyraża pogodzenie się z tym jak jest, i lekkiego uśmiechu do własnych myśli dodaje duet gitary i saksofonu.
Przewrotna muzycznie i tekstowo "Mania mienia" to bossa-nova z mylącym rytmicznie wstępem. Lekka ironia przejawiająca się w tekście i głosie Ani podkreśla problem poruszany w piosence. Gitarowe wstawki Pata umilają utwór, który w sumie gorzko piętnuje ludzki zachowanie. Harmonia w zwrotkach, jak ją nazywam "nostalgiczna" oparta na triadzie molowej i złamanych stopniach durowych dopełnia jeszcze wrażenia lekkiej złości i wytknięcia...
I znów następuje zwolnienie akcji... Rozmyślania nad życiem, zatrzymanie się nad chwilą, nad upływającym czasem, nad nieśpiesznym życiem, na wpuszczeniem Jego, który przewija się między wersami, chodź nigdy nie rzuca się w pierwszy plan. "By on był tu" to bardzo sielankowa piosenka, o odpoczynku, o zachwycie i przystanięciu.
"Upojenie" targane jest wszystkimi namiętnościami między dwojgiem ludzi. Wiersz Stanisława Grochowiaka - barokowy w formie erotyk, z plastycznymi metaforami Ania i Pat ubrali w przepiękny głos i muzykę przywodzącą na myśl zadymioną kawiarnie i to, co po niej następuję... [chyba wiemy, o co chodzi]... Tekst w sumie kończy się dość ponuro... ale nad całym utworem rozciąga się mgła miłosnego właśnie upojenia... pożądania, które podkreśla miękkie brzmienie gitary i saksofonu splatającego się razem w cudnym dialogu.
"Kołysanka dla Stasia" - przecudnie pozytywny utwór, który jeśli kiedyś będę miał dzieci, będę im śpiewać do kołyski. Znakomita muzyka dodaje elementu dzieciństwa, ale też poszukiwania i odkrywania, rozwoju [szczególnie ta zmiana tonacji]. Lubię wracać często do tego utworu - jest niezwyczajnie radosny i powiedziałbym "uśmiechnięty"
Ostatnim utworem wokalnym na płycie jest "Me jedyne niebo". Jest to utwór smutny, przepełniony pożegnaniem, które próbuje być trochę optymistyczne... ale jednak i tak jest bardzo smutne. Wyobrazić sobie można dwoje ludzi i jedno wyjeżdża daleko na długo. Można odnaleźć w solu Pata żałość i uczycie targające nimi... I końcowa fraza śpiewana rozdzierająco i smutno przez AMJ... a jednak utwór kończy się durowo... optymistycznie.
Deserem na płycie jest utwór "Polskie drogi" w wykonaniu Pata Metheny'ego... Majstersztyk. Nic więcej nie umiem napisać.
Polecam każdemu tę płytę może na ciepły wieczór letni... [akurat gdy piszę pada deszcz... na taką pogodę raczej nie] gdy słońce będzie się miało ku zachodowi... lub na listopadowy wietrzny dzień... lub na spokojną długą grudniową noc. Samemu lub z bliskim przy lampce dobrego wina... może kominku... może przy świecach, ale zawsze w ciszy i skupieniu, bo to taka płyta, która jednak zmusza do koncentracji nad każdym dźwiękiem i słowem. Ale nie zniechęcajcie się. Naprawdę warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz