poniedziałek, 21 listopada 2011

Katarzyna Nosowska - 8

Przygoda z tą artystką rozpoczęła się u mnie niedawno. Znałem pojedyncze piosenki usłyszane w radio czy w TV, lecz pierwszą płytą przesłuchaną w całości było "Miłość, Uwaga, Ratunku, Pomocy" nagrane wspólnie z Hey. Potem [w kolejności stykania się] było MTV Unplugged porywające mnie bogatą aranżacją. Niedawno wydana "8" zaintrygowała tytułem, okładką, reklamą i samą przecież tak barwną artystką. Łączy w sobie wiele elementów gitarowych, ale wszystko ubrane jest w szykowną inteligentną elektronikę z dodatkami instrumentów dętych.

Co do singla pt. "Nomada", to spodobał mi się niesamowicie już po pierwszym usłyszeniu. Utwór zbudowany o tyle ciekawie że w każdej części dochodzi detal aranżacyjny który wywraca akcenty rytmiczne do góry nogami, i tak mamy na początku pałeczki które nawet niewprawne uszy skłaniają do wysłania sygnału do mózgu by ten zaczął rytmicznie stukać nogą... ale nagle dochodzi fortepian który odrobinę przesuwa mocną część. Wokal dostosowuje się właśnie do dźwięku fortepianu by w drugiej zwrotce znów przeskoczyć o ułamek taktu do synth-kicka wyznaczającego nowy rytm. Końcówka to kolejny temat ślizgający się jak wąż między ułożoną wcześniej strukturą. Całość pozytywnie muzycznie zakręcona, kryje mocny gorzki tekst okraszony hm... wyrazistym teledyskiem.

Innymi momentami godnymi uwagi są "Ulala", która pierwszymi dźwiękami zasugerowała mi Lady Gagę. Znów warto zwrócić uwagę na metrum i momenty wejścia tematów. Egzystencjalne pytania półretoryczne zadaje utwór "Kto" - smutna lecz również w pewnym sensie podniosła ballada na gitarę. Mocny stały rytm i znakomite instrumenty dęte blaszane charakteryzują energiczne jive'owe "Ziarno". Album zamyka pogodny, okraszony instrumentami drewnianymi utwór "O lesie".

Podsumowując, płyta inteligenta, trochę wytykająca, lecz nastraja pozytywnie i mimo głębi tekstów skłania do rytmicznego stukania nogą a nawet do tańczenia.

sobota, 19 listopada 2011

Anna Maria Jopek - Haiku

Brata Sobremesy i Polanny mam już od jakiegoś czasu i muszę szczerze przyznać, że po przeżyciach dwóch poprzednich, ta płyta trochę mnie przerasta. Nie wiem czemu ale brzmi mi zimą. Może przez przejrzyste dźwięki fletu, może przez aranżacje, może przez same piosenki. Nie wiem. Sama warstwa melodyczna jest bardzo profesjonalna i precyzyjna, lecz Haiku ma momenty, nad którymi muszę przejść.

Instrumentalne "Yoake" już od pierwszych dźwięków przywiodło mi właśnie ten zimowy nastrój. Utwór łagodnie kończy się pięcioma nutami, które jako ostinato towarzyszą nam przez cały drugi utwór "Hej przeleciał ptaszek" [tak naprawdę granica między nimi jest umowna]. Mimo lekkiej harmonii utrzymanej w większości w złamanych akordach akordach durowych sama piosenka jest smutna. Wystarczy posłuchać tekstu. Jazzowy fortepian jest tu raczej oszczędny, ale to chyba lepiej, że nastrój płyty jest wprowadzany nieśpiesznie.

Piękny moment stanowi "Dolina". doskonale zharmonizowane głosy znów śpiewają smutne słowa o porzuceniu. Ale temat zaraz po nich doskonale podkreśla ich charakter. Utwór kończy się zbyt szybko. Czuję niedosyt :(. Lecz zaraz pojawia się mocny rytm i zadziorny głos bo przyszedł czas na skoczny "Oberek". Mocny wstęp to jedynie przedsmak fortepianowego szaleństwa w środkowej części. Mając w pamięci jak płyta była nagrywana jestem pod ogromnym wrażeniem. Dla mnie w utworze zespół uchwycił istotę jazzu - improwizację, odwagę, otwartość, uważność, perfekcję. Utwór zamyka temat, który słyszeliśmy jako wstęp co zamyka muzycznie kompozycję.

"Biel" lubiłem od czasu gdy tylko usłyszałem ją na "Upojeniu" [Notabene znów temat zimowy]. Ale w tej aranżacji brzmi bardziej śnieżnie, bardziej biało, bardziej uczuciowo. Porównując obie wersje wyczuć można bardziej dojrzały głos Anny, który jak portugalskie wino z czasem coraz lepszy. Wersja "Bieli" z Patem wydaje mi się cieplejsza, ponieważ wersja z Makoto jest jakby śpiewana na powietrzu, pod niebem sypiącym białym puchem, pod latarniami rzucającymi przymglone przez śnieg światło, ślizgjąca się na zamarzniętych kałużach - jak spacer pod pierwszym śniegiem. Ma swój urok - ja chyba wolę ciepło kominka... ale taki spacer to wspaniała rzecz. :).

Chyba jeszcze nie miałem odpowiedniego nastroju by przesłuchać całe "Do Jo Ji". Ponadto wzbudza we mnie pewien niepokój. Bo o ile fortepian brzmi intrygująco, to jednak fletnia rozprasza i trochę zaburza... Czyli innymi słowy nie wiem gdzie ucho zwrócić. Niesamowicie podoba mi się natomiast aranżacja "O mój rozmarynie". Inna sprawa że uwielbiam ten utwór sam w sobie, to jednak muzykom udało się włożyć uczucia w formie dźwiękowo muzycznej. Dlatego utwór brzmi prawdziwie, jest zgodny od pierwszej do ostatniej sekundy. Kulminacją jest trzecia część, z mocnym akcentowaniem, werblem i przejmującą końcówką w wykonaniu AMJ.

Temat "Pandora" przemawia do mnie bardziej niż "Do Jo Ji" znów momentami potrafi wzbudzić niepokój, ale nastroje wynikają z siebie, jest między nimi ciągłość. Lubię go słuchać w kompletnej wieczornej samotności bo pomaga rozmyślać, zagłębić się. Zaraz po "Pandorze" następuje kolejny fragment instrumentalny. Bębnowo-perkusyjne "Dobro" znów intryguje rytmem, i frazami tym razem perkusyjnymi... Ciekawa koncepcja, z którą do tej pory spotkałem się raczej wydaniu szkolnych amerykańskich orkiestr gdzie solówka perkusyjna była jednym z głównych mocnych punktów. Co ciekawe utwór naturalnie przeradza się w znajomą "Cyraneczkę" aranżacyjnie bliską wersji z "Faratu". Tutaj jednak muszę przyznać się bez bicia, że to wersja z "Faratu" będzie u mnie wyżej. Żeby nie było - to wykonanie ma w sobie inne szaleństwo i inną historię, i muszę przyznać że porywa mnie fortepian Ozone, ale tak czy inaczej wierny będę "Cyraneczce" z "Faratu".

Kolejny mocny punkt płyty to "Kujawiak" - po zwariowanej "Cyraneczce" jest kojącym zwolnieniem. AMJ brzmi bardzo wdzięcznie śpiewając w dolnym rejestrze. Prosta harmonia i prosty tekst i akompaniament jedynie fortepianu nadają lekkości i poczucia odpłynięcia. Płytę zamyka znów temat instrumentalny - "Yuugure". Znów zimny i przestrzenny, trochę ostry. Warto puścić tryb "pętla" żeby zobaczyć że stanowi całość z "Yoake".

Nie lubię zimy. Wcale a wcale. Lubię święta, lubię narty, ale zimy jako takiej nie. Ta płyta brzmi zimowo więc może dlatego nie mogę się do niej przekonać, tak jak bym chciał. Podobają mi się pewne momenty i aranżacje, lecz żeby słuchać płyty bez wytchnienia dla odtwarzacza, to nie... Może jeszcze nie. Płyta moim zdaniem dla wytrwałych, i lubiących zimę [może jak już spadnie śnieg i ja polubię ją bardziej].